Łez, przez które dziś chce mi się płakać. Nie chodzi o to, że On zniknął i już Go nie ma. Z tym dawno się pogodziłam. Nie było to dla mnie trudne, ze względu na mój nietypowy charakter. Wiem, że wybrał dobrze zostawiając mnie. Najważniejsze dla mnie było (i nadal jest) Jego szczęście, a ze mną nie był już szczęśliwy. Widziałam to. Zmianę w Jego zachowaniu, spojrzeniu i uśmiechu. Uśmiech był wtedy wymuszany.. Nie to co na początku, kiedy śmiał się od tak, po prostu, bo był szczęśliwy przy mnie. Teraz jest szczęśliwy z Nią i życzę Im jak najlepiej. A Jego łzy.. Nadal mnie bolą. I wspomnienie tamtego popołudnia wywołuje ścisk w klatce piersiowej, a obraz natychmiast się rozmazuje. Dlaczego bolą mnie Jego łzy? Przecież On mnie wtedy zranił.. A jednak.. Wiem co wtedy czuł, kiedy musiał mnie zranić. Wiem, bo ja też musiałam świadomie zranić kilka osób.. Ludzie uważają, że tylko ranieni cierpią.. A co z tymi, którzy ranią? Ich też to boli.. Zwłaszcza kiedy wiedzą, że muszą zranić, a nie chcą patrzeć na cierpienie tej osoby, bo pomimo wszystko jest dla nich ona kimś ważnym. Nie każdy kto rani odczuwa skutki zaraz po zranieniu. Czasem sumienie odzywa sie dopiero po kilku godzinach, dniach, miesiącach, a czasem nawet latach. I wtedy raniący zaczyna cierpieć. Nikt nie chce być potworem i niszczyć drugiego człowieka wyzywając go, krzywdząc i poniżając. Ale prawda jest taka, że nie da się przeżyć życia nie raniąc nikogo.
"Najgorsze sytuacje to te,
gdzie jakbyś nie postąpił, ranisz ludzi,
których kochasz nad życie..."*
DarkAngel
*-cytat ze strony Cytaty.info; autorka Majka08
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz